Ta saga nie chce się skończyć. Jeszcze nigdy w życiu nie zostałem odrzucony tyle razy.
To już zaczyna być bardzo męczące. Staram się szukać w tym procesie sensu. Może jakiś jest. Może czegoś się dowiem, czegoś nauczę, znajdę jakąś historię do opowiedzenia? Coś przeżyję? Jeśli przeżyję.
Spełnianie czyichś oczekiwań. Zawsze miałem z tym problem. Nie potrafiłem. Wciąż nie potrafię. Uczę się, że nie muszę. Ale to strasznie trudne. Trudne do udźwignięcia. Nawet dla takiego małego pomidorka w ogródku. On też musi dźwigać bagaż czyichś oczekiwań, bo przecież ma wyrosnąć, ma być zdrowy i smaczny. Czy ktoś go pytał o zdanie, czego on chce?
Mam taki mały szkicownik, sam go sobie zrobiłem: skórzana okładka i zeszyty, które zszywam z własnoręcznie ciętych kartek.
Bardzo go lubię, gryzmolę w nim codziennie i traktuję jako bardzo osobistą rzecz. Pomaga mi w wielu trudniejszych momentach.
A gdy nie wiem, co do niego włożyć, zatrzymuję się na chwilę i po prostu obserwuję. A wokół toczy się życie, normalne, codzienne, które bardzo często przelatuje, przemyka i nie jest zarejestrowane.
Wtedy wyciągam ołówek albo pióro i zatrzymuję taką chwilę.
Choć chciałbym żeby ta chwila się nie zatrzymywała, tylko jednak ruszała…