• Czy ja jestem smutny?

    Przez długi czas uważałem siebie za dość zabawnego gościa. Nie byłem jakimś wielkim wodzirejem, nie brylowałem w towarzystwie, ale jednak potrafiłem rzucić żartem, rozładować sytuację, miałem do wszystkiego dystans.

    Ostatnio czuję jednak, że coraz trudniej mi o takie podejście.

    Czy jednak ciągle trzeba być wesołkiem, ciągle mieć coś zabawnego do powiedzenia, luźno żyć i niczym się nie przejmować?

    Ten blog ma być trochę inny niż wszystkie moje wcześniejsze projekty. Tu nie muszę niczego udawać i silić się na błyskotliwość oraz skrzący się humor. To może być dla mnie uwalniające, bo nie zamierzam robić niczego dla lajków. Chcę pokazać mój proces i życie, które jest takie, jakie jest.

    A moje obecne sprowadza się do jednej bardzo prostej czynności, która jak na razie jest kompletnie bezowocna.

    Żeby jednak nie było tak tragicznie, zawsze mogę sobie taki obrazek z życia pokolorować. I tego będę się trzymał.

  • Będę robił grę

    To jest moje marzenie od kiedy połamałem kilka dżojstików, walcząc o każdy diamencik zbierany przez Giana Sisters na moim Commodore 128D.

    Potem były jeszcze inne namiętności, Cywilizacja, grana już na PC, śniła mi się nocami. Byłem władcą, rządziłem, wznosiłem gmachy i wywoływałem wojny. Budziłem się w gorączce i z wypiekami na twarzy.

    Były też przygodówki, tak mówiło się kiedyś na gry typu „point and click”, jak cała seria Monkey Island, czy Sam and Max. Nawet teraz, gdy to piszę, od razu chcę lecieć na YouTube i obejrzeć jakiś gameplay, by przypomnieć sobie te emocje.

    Tylko, że grać w grę, a ją zrobić, to już całkiem inna para kaloszy.

    Parę lat temu zacząłem szkicować pewną platformówkę. Bohaterem miał być Mieszko I. Wydał mi się idealnym kandydatem – polski, charyzmatyczny, bohaterski, ale też swojski, może być nawet przaśny i zabawny.

    Z biegiem czasu bohater ewoluował, dostał bardziej nowoczesny wygląd. Chciałem uczynić go hipsterem wczesnego średniowiecza.

    Mieszko miał kilka żon, mógł więc przed nimi uciekać, myślałem sobie, że to całkiem śmieszne i właściwie idealne do stworzenia jakiejś prostej fabuły.

    Wczesne czasy Słowian to także mnóstwo legend pełnych stworów, potworów, południc, światowidów, czy leszych. Idealne tło.

    Nie skończyło się tylko na szkicach koncepcyjnych, mam też zarys scenariusza, kilka map do kolejnych plansz.

    Patrzę teraz na tego Mieszka z obrazka i chciałbym sięgnąć po pada, by nim trochę posterować – poskakać i dać niezłego łupnia dziczkowi, który stoi mu na drodze. Już dla samego tego dziczka warto byłoby zrobić nawet demo takiej rozgrywki.

    Czekam na moc.

  • Ruch

    Mam taki mały szkicownik, sam go sobie zrobiłem: skórzana okładka i zeszyty, które zszywam z własnoręcznie ciętych kartek.

    Bardzo go lubię, gryzmolę w nim codziennie i traktuję jako bardzo osobistą rzecz. Pomaga mi w wielu trudniejszych momentach.

    A gdy nie wiem, co do niego włożyć, zatrzymuję się na chwilę i po prostu obserwuję. A wokół toczy się życie, normalne, codzienne, które bardzo często przelatuje, przemyka i nie jest zarejestrowane.

    Wtedy wyciągam ołówek albo pióro i zatrzymuję taką chwilę.

    Choć chciałbym żeby ta chwila się nie zatrzymywała, tylko jednak ruszała…

  • Pierwszy, lepszy

    Czy to normalne, że w drugiej ćwiartce XXI wieku zakładam sobie bloga? W czasach, gdy wszyscy siedzą na Istagramie, Tiktoku czy Linkedinie. I skrolują, i skrolują, i skrolują. Przecież tam jest publika, widownia, tam można się lansować… Dlaczego ja nie chcę?

    Sępek Świata

    Mam wrażenie, że zawsze szedłem pod prąd. Że nigdy nie chciałem wkręcić się w jakieś gonienie za trendami, za widzem, za poklaskiem. Nie skończyło się to dla mnie zbyt dobrze. Nie mam sławy. Nie mam swojej społeczności. Nie mam milionów.

    Nigdy nie udało mi się zaprzyjaźnić na tyle z mediami społecznościowymi, by w nich brylować. To pewnie dlatego, że w normalnych społecznościach też nie bryluję. Gorzka refleksja.

    Nie chcę już jednak zakładać konta na jednym czy drugim portalu, tylko po to, by łudzić się, że zbiorę poklask. A potem, gdy go nie ma, po prostu odpadać od ściany i przestawać publikować. Znikać na długie tygodnie, miesiące, a czasem nawet lata. Pozostawiając po sobie zakurzone i pełne pajęczyn miejsca w sieci, które kiedyś żyły, zaczynały jako pełne nadziei, a potem po prostu obumierały.

    Nie mam do tego cierpliwości, wystarczającej determinacji, parcia na szkło. Nie mam też w pełni wykształconego głosu, przesłania, rzeczy, o której chciałbym wieścić i ewangelizować.

    Bardzo tego żałuję, bo chciałbym.

    Ale czy na pewno? Czy o to w tym wszystkim chodzi?

    Dociera do mnie, co jest moim problemem. Ja po prostu za bardzo skupiam się na stracie. Na tym, czego nie mam, a co mają inni. Bo oni są fajni, robią fajne rzeczy. A ja nie. I boję się coś wrzucać w sieć, bo „przecież nie jest gotowe, nie jest błyskotliwe, nie ma w tym iskry”. Bez przerwy słyszę całe to gadanie wewnętrznego krytyka w głowie, który po prostu sabotuje i obrzydza mi wszystko.

    Nie chcę już tak. Chcę czegoś innego. Chcę zmiany. I ten blog ma taką zmianą być. On jest dla mnie. Chcę zobaczyć, czy coś mogę, czy potrafię, chcę dokumentować cały swój proces twórczy, wrzucać skrawki, pomysły, zajawki, błyskotki, które zajmują mnie w danej chwili. Chcę to ocalić, wydobyć z notatników, szkicowników, z rozproszonych dysków i chmur.

    Do tej pory wciąż coś mnie wstrzymywało, bo przecież „nie znalazła się spójna formuła”, by to wszystko pokazać i wreszcie zacząć wyciągać różne rzeczy z szuflady i pchać je w świat.

    Cóż, formuły dalej nie ma, ale jest blog. Sępek Świata. Bo ja jestem Sępek, a to jest mój świat.

    Zapraszam was do śledzenia tej przygody.