Kategoria: gry

  • Projekty projektów

    Mam tak wiele rozgrzebanych rzeczy, że nawet nie wiem, w co ręce włożyć. Te tematy się mnożą, co chwilę daję się uwieść kolejnemu wspaniałemu projektowi – będę robił komiks, animację, memy, pisał powieści.

    Znam już ten swój mechanizm, choć dopiero teraz zaczynam go dostrzegać w pełnej krasie. Taka samoświadomość to pierwszy krok, by wreszcie przerwać ten zaklęty krąg i coś dokończyć. Takie mam marzenie.

    W poprzednim tygodniu znów zelektryzowała mnie gra. Choć mogę już powiedzieć, że inne rzeczy stworzyłem (komiks, ilustracje, a nawet powieść, choć niewydaną to jednak napisaną), to w dziedzinie gier nie mam żadnych osiągnięć, ani nawet jakiegokolwiek materiału do pracy. Oprócz kilku szkiców i pomysłów, a także marzeń, nie wydarzyło się tu nic.

    Jest jednak w moim życiu młodzież, młodzież, która lubi grać. Podobno ma to po mnie. A ja chciałbym coś zrobić fajnego z młodzieżą, zatem coraz częściej patrzę teraz w stronę silników do tworzenia gier.

    Można powiedzieć, że to świetna odskocznia i znów biegnę w stronę migoczącego światełka, porzucając wszystkie inne dotychczasowe plany i pomysły. Tu jednak jest jakiś cel. I mam nadzieję, że wreszcie coś z tego będzie.

    Wciąż poruszam się w świecie Ignacego Herrgotta, o którym więcej jeszcze opowiem. Mam zatem postać, mam estetykę, mam bota w Gemini, który pomaga mi te światy tworzyć i utrzymywać ich spójność. Dlatego pomyślałem o jakiejś platformówce z Ignacym w roli głównej, ale nie umiem jeszcze czegoś takiego stworzyć, więc kroję nieco ten projekt, by wreszcie coś wypchnąć, i postanowiłem pobawić się w tworzenie sidescrollera.

    Mechanika będzie bardzo prosta. Podobna do działania biegającego dinozaura w Chrome, gdy nie ma internetu. Biegnący Ignacy, który skacze po dachach, musi unikać kominów i nadlatujących gołębi. To nie może być trudne do stworzenia. Są do tego szablony, mam wybrany silnik, opracowałem plan działania. Wystarczy tylko usiąść i to zrobić. Nie powinno być żadnych problemów.

    Zostawiam to sobie jednak na wakacje. Wakacje Twórców Gier i Projektów, Które Wreszcie Się Zmaterializowały.

  • Będę robił grę

    To jest moje marzenie od kiedy połamałem kilka dżojstików, walcząc o każdy diamencik zbierany przez Giana Sisters na moim Commodore 128D.

    Potem były jeszcze inne namiętności, Cywilizacja, grana już na PC, śniła mi się nocami. Byłem władcą, rządziłem, wznosiłem gmachy i wywoływałem wojny. Budziłem się w gorączce i z wypiekami na twarzy.

    Były też przygodówki, tak mówiło się kiedyś na gry typu „point and click”, jak cała seria Monkey Island, czy Sam and Max. Nawet teraz, gdy to piszę, od razu chcę lecieć na YouTube i obejrzeć jakiś gameplay, by przypomnieć sobie te emocje.

    Tylko, że grać w grę, a ją zrobić, to już całkiem inna para kaloszy.

    Parę lat temu zacząłem szkicować pewną platformówkę. Bohaterem miał być Mieszko I. Wydał mi się idealnym kandydatem – polski, charyzmatyczny, bohaterski, ale też swojski, może być nawet przaśny i zabawny.

    Z biegiem czasu bohater ewoluował, dostał bardziej nowoczesny wygląd. Chciałem uczynić go hipsterem wczesnego średniowiecza.

    Mieszko miał kilka żon, mógł więc przed nimi uciekać, myślałem sobie, że to całkiem śmieszne i właściwie idealne do stworzenia jakiejś prostej fabuły.

    Wczesne czasy Słowian to także mnóstwo legend pełnych stworów, potworów, południc, światowidów, czy leszych. Idealne tło.

    Nie skończyło się tylko na szkicach koncepcyjnych, mam też zarys scenariusza, kilka map do kolejnych plansz.

    Patrzę teraz na tego Mieszka z obrazka i chciałbym sięgnąć po pada, by nim trochę posterować – poskakać i dać niezłego łupnia dziczkowi, który stoi mu na drodze. Już dla samego tego dziczka warto byłoby zrobić nawet demo takiej rozgrywki.

    Czekam na moc.